Stal i błoto

Kim/Asundari/szanstarka/złotowłosa/błękitnooka – to ta sama osoba, główna bohaterka.
Erwiu/Róża Wiatrów/klacz/karoszka – to klacz Kim
Renerzy – to sługusi zła, bukopodobni wojownicy

Szanstarka nie chciała wracać do domu. Dziwnie się czuła, ni to smutna, ni to zadowolona. Jej szalone myśli ukazały obraz wzgórz, na które Kim, wiele razy uciekała nie tylko w wyobraźni. Postanowiła zapuścić się w las, potrzebowała samotności. Pragnęła jej.
W borze było ponuro i mroczno. Upiorne drzewa o powyginanych konarach, dawno nie widziały ludzkiej twarzy. Mimo, że las rósł blisko większego miasta nikt rozważny nie ważył się zapuszczać na te tereny. Jednakże niedoświadczona, młoda dziewczyna nie wiedziała o tym. Ani też nie wiedziała, iż rozciągają się tu niewielkie aczkolwiek zabójcze bagna.
Oczy szanstarki szybko przyzwyczaiły się do ciemności, jednak ta postanowiła wyczarować małą kulę świetlną. Kiedy to robiła serce jej omal nie zamarło w bezruchu. W bladym świetle właśnie rodzącej się kuli energii odbił się błysk krwistych oczu czarnych jeźdźców, renerów. Białowłosa nie dokończyła zaklęcia, stała jak wryta. Renerzy poruszyli się nerwowo na swych wierzchowcach. Po chwili zamlaskało błoto rozchlapywanie przez trzech innych wojowników Emorina. Teraz było ich pięciu. Asundari nie czekała ani chwili, spięła, Erwiu. Klacz targnęła łbem i wyrwała przed siebie, łamiąc gałęzie karłowatych krzewów. Przerażona dziewczyna słyszała charczenie, które wydawali z siebie renerzy mówiąc w swym ojczystym języku. Błysk oślepił złotowłosą. Nastąpił ogłuszający huk piorunu. W głowie szanstarki przebiegłya myśli, jak kiedyś w porywie gniewu rozpruwała takich jak oni. Jednakże ta myśl przerażała zagubioną dziewczynę jeszcze bardziej…
Wtem Erwiu zatrzymała się gwałtownie.
– Co jest?! Ruszaj! – wrzasnęła Kim. Karoszka ani drgnęła, jedynie poruszała niespokojnie uszami. Sprzączki od rzędu zadzwoniły, kiedy dziewczyna obróciła się w siodle.
– Proszę cię ruszaj! – krzyczała, lecz klacz była niewzruszona.
Głuchy świst przeszył powietrze. Asundari była pewna, że ciemny przedmiot lecący w stronę jej twarzy trafi ją, ale tak się nie stało. Erwiu obróciła się nadstawiając swą masywną szyję. Rozległ się dźwięk tarcia metali. Inny rener korzystając z nieuwagi młodziutkiej ofiary jednym machnięciem zrzucił ją z konia. Szanstarka plasnęła w bagno zanurzając się w czarnej mazi.
– Biała szlachetka! – zasyczał rener, który przyczynił się do zrzucenia dziewczyny z klaczy. – Ścierwo, tfu!
Kim odrzuciła utytłane włosy. Zerknęła przed siebie. Nie mała szans ucieczki… Sprawa pogorszyła się, gdy dostrzegła koło konarów zatopionych w bagnie ludzką, zgniłą rękę. Żołądek dziewczyny przewracał się w odruchach wymiotnych. Zwymiotowała, kiedy dostrzegła stopę, głowę truposzy, których z pewnością było tu jeszcze więcej. Tymczasem, renerzy zdążyli ją uwięzić w najeżonym ich mieczami pierścieniu. Syknęły stalowe pazury ludzi zmieniających się w bestie. Nagle jej ciało zrobiło się gorące, od palców stóp, po czubek głowy. Poczuła jak dłonie odmówiły jej posłuszeństwa, sięgając do zatopionych kling. Nie panując nad sobą wstała, wymachując błyszczącymi ostrzami. Ciało brudnej Asundari natychmiast poczęło stygnąć. Te wahania ciepłoty ciała sprowadziły na dziewczynę zawroty głowy. Płytki oddech szybko ustabilizował się, dziewczyna odzyskała jasność umysłu. Na ugiętych nogach, w pozycji bojowej ostrzegawczo wodziła klingami nad błotem. Błyskawicznymi uderzeniami brzytw o ich kryształowe powierzchnie wyczarowała jeszcze cztery bladoniebieskie kule światła. Renerzy nie byli zaskoczeni magicznym umiejętnościami młodej szanstarki. Jeden z agresorów machnął łapą uzbrojoną w długie, stalowe pazury. Rozdarły one płaszcz na ramieniu Kim. Żadne argumenty czy słowa nie byłyby w stanie uchronić jej od walki, to już było przesądzone. Wtem w głowie szanstarki odezwał się szept. Kobiecy szept:
– Raihi, gdzie jesteś? – zaszeleścił głos. – Choć do mnie!
Ciało Kim odmówiło posłuszeństwa. Asundari nie panując nad sobą rzuciła się ku renerowi, który rozharatał jej ramię. Pociągnęła z dołu, obiema klingami druzgocąc potwora. Na koniec dźgnęła go w brzuch. Bebechy potwora wylały się z brzucha. Smród tępił zmysły, lecz napastniczka nie czekała, aż ją zaatakują. Sama atakowała. Chlasnęła w szyję stojącego obok wojownika. Bryzgnęła krew, dziewczyna zasłoniła twarz szerokim rękawem.
– Choć do mnie Raihi! – słyszała głos, poczuła w sobie gniew i siłę. Dwaj renerzy skoczyli od tyłu na napastniczkę. Ta uchyliła się przed dwoma śmiercionośnymi ostrzami furczącymi nad jej karkiem. Wyciągnęła ręce do tyłu, wbiła klingi pierś jednego, sekundę po tym drugiego renera.
Został jeden, trzymający się nieco na uboczu i jeszcze jeden, który wyskoczył niespodziewanie z ciemności. Pociągnął smarkulę po plecach. To była stal potworów, zwana veihirem, zabójcza dla szanastarów. Kim otworzyła usta, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Padła na kolana. Kolejne cięcie potwora, w drugie ramię. Krew wypłynęła leniwie między materiałem płaszcza, zaczęła kapać w błoto.
– Zabij to. – mruknął trzymający się na uboczu.
Sługa złapał za włosy ofiarę nadstawiając szyję dziewczyny do ostatecznego cięcia. Ta wiotka, nie broniła się, przynajmniej tak wydawało się renerowi. Niespodziewanie w bladym świetle kul energii błysnął lodowaty blask kling. Rener padł w błoto jak lniany worek kartofli. Dziewczyna wyciągając ręce zza siebie, jakby coś ukrywała chwiejąc się nieco obróciła martwe ciało niedoszłego kata. Opierając się spokojnie na o drzewo ostatni rener zapalił patyk napełniony liśćmi sainowego drzewa.
– Te elfie używki są naprawdę niezłe. – zacharczał wydychając z pasją dym. Dziewczynę zaatakowały mroczki przed oczayma, lecz nadal hardo stała przed wrogiem. Powoli, zdecydowanie wyciągnęła ku jego krtani ostrze.
– No, dalej, przecież to takie proste! Pchnij! – prowokował.
Kim stała jak stała z zaciśniętymi ustami nie odrywając od niego wzroku.
Ten spojrzał z pogardą na martwe ciała swych towarzyszy.
– Zabiłaś moich ludzi… – stwierdził obojętnie. – A teraz chcesz zabić i mnie?… Tak, wiem, że chcesz. No, pchnij… Pchnij do cholery! – złapał za ostrze z całej siły usiłując przebić sobie gardło. – Pchnij!
Szanstarka odskoczyła jak oparzona przecinając palce renera.
– Wiesz?… To bolało. – zastanowił się agresor spoglądając na błyszczącą od krwi łapę. – Lubię jak boli… – zamachnął się wyciągając błyskawicznym ruchem miecz. Kim zamroczona już niesamowicie nie widziała ani nie wiedziała, co się wokół niej dzieje. I najprawdopodobniej rener dźgnąłby ją gdyby nie dźwięk, który usłyszał. To był jakby szelest płaszcza samej śmierci. Rytmiczny, głośny chlupot. Niewidzialna czerń zamajaczyła w ciemnościach. Rener nie mógł jej wyraźnie zobaczyć po mimo umiejętności doskonałego widzenia w ciemności. Ujrzał oczy swojej agonii w świetle przygasających kul energii. Piękne i srebrne oczy – to była klacz. Erwiu zwaliła się na niego całym ciężarem swego ciała wgniatając i gruchocąc ciało napastnika.
Ale szanstarka nie mogła tego zobaczyć. Zemdlała. Leżała nieruchomo w błocie. Światło zupełnie zgasło. Deszcz spływał strugami z rozdartego nieba, bębnił w puste konary swą odwieczną pieśń.
Po jakimś czasie Kim nie słyszała już niczego, czuła się jakby jej duch odłączył się od ciała. Miała wrażenie, że słyszy głosy, zupełnie jak gdyby świadomie spała.
– Tam nic niema! – usłyszała. – Gonimy go przez trzy dni, jeśli teraz nam ucieknie przez ciebie, to cię zabiję!
– W taką pogodę nie da rady daleko uciec… Ja coś tam wiedzę… białego. – odkrzyknął drugi głos znajdujący się gdzieś bliżej od tego pierwszego.
– To trup! Pełno tego tu dookoła, aż rzygać się chce. Smród niesamowity! Chodź już!
Szanstarka chciała się poruszyć, otworzyć oczy, ale nie mogła. Jedynie tkwiła w nieprzeniknionej ciemności i słyszała głosy, prawdopodobnie ludzi.
Rozbrzmiał się szelest wokół niej, bezskutecznie próbowała ocknąć się.
– To dziewczyna!… – zawołał pobliski, teraz nawet bardzo bliski głos.
– Do cholery, jacy bogowie pokarali mnie twoją obecnością!…
Szepty, szelesty i odgłosy stłumione tępym szumem uśpiły całkowicie dziewczynę. Teraz istniała jedynie błoga nieświadomość…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: