Bez prochów ani wódki, 7 VI 2010

Nie będę się tłumaczyć

Nie będę udawać

Widząc swoje odbicie

W filiżance zimnej herbaty

Nie zdziw się

Kiedy ściany pękną

A panele podłogowe

Rozedrą się krzykiem

Ja na środku posadzki

Podkręcę pokrętło mocniej

Spazmatycznie nabierając powietrza

Podnoszę sobie ciśnienie

Bez prochów ani wódki

Dreszcz przebiega mi po karku

Wraz z rytmem bitu

Czuję jak trzymają mnie dziesiątki rąk

Wyrywając mnie sobie nawzajem

Odrywam się od ziemi

Wijąc się dziko

Faluje wraz z wilgotnymi ustami

Jak grzywa moich topornych koni

Czarnych jak heban

Tylko po to żeby przeszyć się czerwienią i wybuchnąć

Puls oszalał

Krew płynie jak rwąca rzeka

Wyrywając po drodze konary

Włosków na mich rękach

Szybciej, szybciej!

Mocniej, mocniej!

Głośniej…

Aż do utraty panowania

W poślizgu chce osiągnąć szczyt

Rozszerzając źrenice

Spłynęła po rzęsie

Esencja wolności

Jeszcze pierś nie odetchnęła

Podając malowaną filiżankę

Wyjmując w włosów zwichrowane konfetti

Zaparzyłam herbatę



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: