Niektóra młodzież, 26 V 2010

Płyn zamieszany w kielichu
By poczuć jego aromat
Musnął nozdrza
Bukietem zielonej zgnilizny

Pan o rogatych myślach
Wodząc pijanym wzrokiem
Oblizał wargi
Barłogu przestrzeni zachwianej

Przez pokój duszny smród
Powolnym krokiem przelazł
Krzywiąc się
W grymasie obrzydzenia

Zasłonięte witryny
Ukryły gardłowy śmiech
Odchodzącej libacji
Zakładającej buty na przedpokoju

Spazmatyczne charczenie
Wydobyło się spod łóżka
Wstając wreszcie
W młodzieżowych skarpetach

Hiena też się nie domyśli
Co tak ten pokój splątało
Poprzedniej nocy
Ostatniej dla sąsiadki z dołu

Obojętność głupoty
Strzepnęła wymiociny z koszulki
Poprawia znoszone slipy
I czeka na odpowiedzialność

A maminy kanarek w klatce
Uwięziony i otępiały
Ze spaczenia umysłu
Już nigdy nie zaśpiewa


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: