Szafa, 24 III 2010

Tropiąc ułudę w szafie

Zakładam babcine okulary

Na hulajnodze jadę i jadę

Na bezdroża dna drewnianego

Gdzieś mignęła czerwień maków na sukience

Rozkołysanych powiewem wiatru

Spoglądając w górę migocą gwiazdy

Na hebanowym niebie z wieszaków

Chyba zdejmę trampki

Jeden różny od drugiego

Dalej, w koszulki pójdę boso

Kiedy się podnoszę

Marilyn Monroe puszcza do mnie oko

Lekko wyblakłe, z nadruku

Drożyna kręta i zawzięta, jak moja wyobraźnia

Ani granic, ani umiaru

Skrzypnął śpiew, niczym ptaków głosy

To zgrzyt starych zawiasów

Poprawiam binokle na nosie

Badam wilgotną dłonią szare cegły

To pewnie prastare zamczysko

I zamurowane w nich księżniczki

Nikt mi nie wmówi

Że to tylna ściana szafy


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: