Zachrypnięty, 10 X 2006

Leżąc w krystalicznie białej pościeli
Nocą, tak chłodną jak ta
Otwieram oczy przez sen
Wychodząc w stronę księżyca

Bo gdzieś, tam daleko, na północy
Twój zachrypnięty głos woła
I nie pozwala mi spokojnie zasnąć
Idę. A teraz już biegnę do Ciebie

Zamarznięte usta przez tundrę idą
A stopy cicho stąpają po lodzie
Już tak blisko arktycznego zimna
Ramiona polarnego wiatru mnie ściskają

Jestem nad krawędzią snu i jawy
Aby choć przez chwilę stać
Stać przed Tobą i słyszeć Cię
Jak zachrypnięty mówisz

Zimny błękit syberyjskiego nieba
Odbija się na mych policzkach
Krocząc boso o skrzypiącym śniegu
Wiem, że jestem tak blisko

Szept po lodzie sunie, jak sanie
Głos w śnieg rozproszony pada
I kto wie, pewnie już bylibyśmy razem
Gdyby nie to, że głos w szklanej pułapce zaległ


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: